Idę w noc

2012-01-16 02:14:08

     Wracam do równowagi. Gdy idę ulicą mego miasta, które kocham nocą zimową, powietrzem ostrym tnącym płuca moje...Wracam, przybywam. Myślą, słowem i uczynkiem. W abstrakcji, interakcji z otoczeniem. Z marzeniem pstrym, ulotnym. Latarnie witają, żule patrzą. Śnieg trzeszczy pod butem. Idę. Przed siebie, do utraty tchu, póki nogi nie zdrętwieją. Idę po dachach, tam gdzie nieboskłon mówi najwyraźniej, gdzie dym z kominów otula a chmury opadają na zmęczone dłonie by pomóc, by wybaczyć...Wędruję poprzez okna, drzwi, widując zaskoczone twarze, spektrum ludzkich nastrojów, emocji. Zapachy, chowam je do kieszeni, a tak sobie, na później. Zrobię z nich fajki i wypalę w chwili wytchnienia od konieczności istnienia. Przemierzam nocny gwar pełen bladolicych zjaw stojących pod latarniami. Dotykam, patrzę. Wyczuwam strach, gonitwę myśli. I świeżość. Inne życie. Nowe, tak podobne do dziennego, ale...

      Idę po torach. Pędzący towarowy do Katowic uderza prosto w skroń. A świat wiruje, upada i leży na wznak niepomny tego, iż czas nakazuje Mu pędzić do przodu na złamanie karku. Leży na wznak a ja razem z Nim i patrzymy w gwiazdy zamarzając. Patrzymy kontemplując, mędrkując, jak zwykle bez sensu, tak dla hecy, by się pytać, drażnić, przekomarzać. Pociąg pędzi, prosto na Nas. Światło coraz bliżej i bliżej. Tory się uginają, syczą jak węże. Trzeba iść...Iść dalej, gdzie oczy poniosą, tam gdzie diabeł mówi dobranoc a mleczna droga zlewa się z horyzontem. Wędrówka, droga...W milczeniu. I tylko ręce drżą, a usta sine wypluwają parę. Wyłączyli światło, ciszą. Mrok, ale jest zbyt zimno by spać, zbyt zimno by łowić sny. Wódka rozgrzewa, pulsuje w żyłach. Zmrużone oczy, lekki uśmiech...Tak lekki, że aż unosi. Światu mówię - rozluźnij się stary. I On słucha, aż nie do wiary, jak ten wędrowiec stał się ufny, ufny wobec mnie, wobec moich słów czy gestów. Ale i ja Mu wierzę, gdy mówił jaki jest zmęczony, w oczach Jego prawda pływała jak ryba w wodzie. Nie kłamał, chociaż tak to lubi...

      Idę po Waszych oddechach. Jesteście moim tlenem. Wasze zmartwienia i radości. Najprostsze banały. Krew, pot i łzy. Satysfakcje. Jestem tu dzięki Wam. Sprzężony z Wami, z Waszymi snami. Ze wszystkimi niepozałatwianymi sprawami...Urwana lekcja Muzyki. To ja jestem Muzyką. Wsparty liryką wciąż gram jak niezniszczalne stare radio. Czasem jednak milknę, zamyślam się a oczy błądzą po suficie, po marzeniach...Po Waszych oddechach i umęczonych twarzach.

      Jakaś cholerna, nienazwana radość czai się w zakamarkach zimowej nocy. Taka wolność, cudowna wolność. Nawet gdy umierasz, to się cieszysz, uśmiechasz. Ta noc jest Twoja, świat Ci ufa, Ty ufasz Jemu, kochacie się. I nikt nie gada męczących głupot, nie kaszle, nie chrząka. A i smród jakby mniejszy, głowa przewietrzona. Nogi kopią małe kamyczyki. I patrzysz przez mokre od łez oczy. Na wspaniałość tego wszystkiego, co najprostsze, tak oczywiste, że na co dzień niewidzialne. Patrzysz i nie wierzysz, nie możesz uwierzyć w Swoje szczęście. Nie możesz ogarnąć tego, że to szczęście było tuż obok, na wyciągniecie ręki, skryte w zimowym tchnieniu. Płatek śniegu na czubku nosa. Śmiech dziecka, sanek płozy, ślady odciśnięte w białym puchu.


       Gwiazdy spadają, a ja sobie na to patrzę. Jaki tu spokój, równowaga...Jaka zabawa...Idę w noc, w piękną, cichą, zimową noc...

   

      http://www.youtube.com/watch?v=ybnRy7x7-8I Apollo 440 - White Man Throat

skomentuj (2)


Strona główna