W powietrzu zawisła niewiedza. Czarna sadza ląduje na mych powiekach. Deszcz czarnych kotów spływa wprost w moje oczy. Chcą bym kocio się przemoczył. Bym znów musiał wyciskać moje stare, zatęchłe ubranie z tych cholernych czarnych diabłów o boskich oczach.
Tak, nie lubię ich, co więcej, one nie lubią mnie. Nie lubią siebie nawzajem. Te...kocio nielubienie przybiera różne formy i style, od drapania, po docinki, wredne kpiny, głupie minki...Jeden taki, kocio niereformowalny, złośliwy niczym kanapka co zawsze spada masłem do dołu, siedzi teraz za moim uchem, siedzi i się cieszy, nie daje w żaden sposób się usunąć. I szepcze. Wprowadza dziwaczną kocio atmosferę w mej głowie, w mym słowie. Potem bredzę jak potłuczony, że mam trzy żony, że rybak ze mnie zapalony...Boże, przecież ja nie znoszę ryb! A w kieszeni mam jeszcze kolejnego, drania, czarnego jak od lat nieodwiedzane wnętrze mej piwnicy. Przez niego zawsze wyjmę zły bilet do kontroli w autobusie...Zawsze wtedy jestem kocio zirytowany. Zamiatam ogonem podłogę, strzygę uszami niemal warcząc ze złości na te zawiłości kocio złośliwostek, futrem podszytych ironicznych mych błahostek. I nigdy nie trafiam szóstki w totka, ba, nawet trójki. A to przez kolejnego...kotka, co się bawi nićmi szczęscia, nićmi kocio losu, rwąc je raz za razem. A ja nic mu zrobić nie mogę, bo on wtapia się w podłogę i sadzi do mnie durne miny, i grymasy. Co za czasy...I zwyczaje. Ledwo..kocio rano wstaję, kota mam na swych powiekach, ja się śpieszę, a on zwleka, dla zabawy, nawet kawy... mi nie zrobi...Cóż za bezeceństwo, brak kultury, granda!
I tak całymi dniami muszę się użerać, walczyć, prosić, grozić...A to ukradną mi po złości, jaką myśl, niekoniecznie o...Miłości, zabiorą wspomnienie, podrapią zapach, powiedzmy - jaśminu. Zaiste koty to złośliwego...kocio czynu. Za dużo czasu mają te lenie, zbyt we mnie wrośnięte jest to kocie plemię...abym mógł to wykorzenić, te wszystkie ich słabostki...Polubiłem to z czasem...te wszystkie wady bez mgnienia żenady. To blaski mej Duszy rzucają cienie, w których się gnieździ owo kocie plemię, rozwydrzone, ale...i udomowione. Nawet Sobie nie wyobrażasz jaka to syzyfowa praca, ogarnąć wszystkie kocio psoty tej czarnej kocio hołoty...
Tym niemniej, gdy zachodzi słońce, a w ciągu dnia nastepuje ten jeden, cudowny moment kiedy ustaje wiatr, kiedy staje powietrze a życie... daje bezcenną chwile wytchnienia...Wtedy ja, kocio już zmęczony, siadam na parapecie razem z moją kocio kawą, z umysłem niezmąconym żadną, durną kocio sprawą...I razem z moim stadem czarnych, obłędnie wprost złośliwych i cudacznych belzebubów, patrzę się gdzieś w dal, ślizgając się wzrokiem po niebie...Koty, zwijają się w kłebki, coponiektóre zaczynają mruczeć. Zasypiają... Wtedy wreszcie mogę je...uchwycić. I zrozumieć, kochać. Wtedy kocham, nawet tego co tak szepcze, i kocham też tego co w mym cieniu drepcze, co szarpie mnie za nogawkę, tego co ze szczęscia mego ma niezłą zabawkę...
Bo pomimo całej absurdalnej złosliwości, koty sa stworzone do...dawania im Miłości...
http://www.youtube.com/watch?v=klyg8xcrxgs Banco De Gaia - Kincajou