Tyle nas tutaj. Istny tłum, czy jednak zacny...polemizowałbym. I mijamy się ze sobą, nie tylko ruchem, nie...Mową również, co gorsza myślami. A ja wciąż tęsknie za tymi oczami. Bo uwierz mi, dziś widziałem w tym tłumie oczy anioła...Tak inne od innych zgoła...I krzyczę, i wołam...Lecz minęły mnie bezpowrotnie i ulotnie... To...był jeden, dodam cichy, moment. Mgnienie, lśnienie. Ironicznym jest, iż ujrzałem oczy anioła moimi oczami, w których widać czasem piekło, jak płonie i złorzeczy. Pochwyciłem więc spojrzenie czyste, tym moim mętnym, zmęczonym wzrokiem. I zatęskniłem. Za niewinnością, za naiwnością we włosach. Za gładkimi dłońmi tak ujmująco świeżymi...Nie masz się co śmiać, ja wiem, że to banalne. Że nie ja jeden tak miewam. Życie...życie to przecież banał. Mimo całego swojego piękna czy okrucieństwa...To zwyczajny banał. I takim też banałem było moje olśnienie dziś w tym wielkim tłumie, co pędził nie wiadomo dokąd, nie wiadomo po co. Jednak bezcennym jest to uczucie...to...ukłucie...gdy spotykasz ów wzrok anioła, tak inny od innych zgoła...I...nagle...zupełnie z zaskoczenia...zdajesz sobie sprawę z własnego człowieczeństwa, że jeszcze masz duszę, może i serce...Samotność przestaje tak dusić. A myśli błądzą, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim. To jest jak niemy film...Bo nie wydusisz z Siebie choćby słowa wahając się miedzy czernią i bielą pośród milionów odcieni tak dobrze Ci znanej szarości. Tak szaro i ponuro wszędzie wokół...I tylko te oczy anioła. Ten blask i kolory, co rozpędzają całą tę szarość i zmory na jedną, jedyną chwilę, ułamek podróży, niewiarygodnie mały. Gdy znów to wszystko ma sens, gdy świadomość się oczyszcza. I już nie toniesz, nie umierasz...I wraca wiara, powstaje nadzieja...Przez jedno, głupie spojrzenie wyłowione z ogólnego chaosu za przyzwoleniem losu ślepego jak ślepymi są Nasze słowa...Wszak tu nieistotna jest mowa. Istotne są tylko te oczy, co już uciekły, znikły gdzieś za moimi plecami, za moimi sprawami. Za moją wielką, głupią walizką i równie bzdurnym szalikiem, w którym chowam tyle zmartwień, tyle smutków...I tak nie zatrzymałbym tego wzroku, nie dotrzymałbym mu kroku...Więc się nie martwię jeno korzystam, korzystam z tego momentu, z tej fotografii. By zatrzymać czas, by zatrzymać życie. Być jak czysta kartka w niezapisanym zeszycie...
Zmęczony jest ten świat, słyszę zresztą jak ciężko dyszy niczym maratończyk tuż przed metą. Zmęczone są też i moje oczy wypełnione po brzegi tym czym wypełnionymi być nie powinny...A jednak...widziałem dziś oczy, oczy anioła tak inne od innych zgoła...I świeżość wpełzła na moje policzki głupkowatym rumieńcem, wlała się w moje zmęczone spojrzenie i zbutwiałą duszę. Znowu żyłem naprawdę, bez kłamstwa. Bez tych tanich iluzji szprycujących ogłupiałe, biedne mózgi...
A więc nie mów nikomu...Dziś w tłumie, gdzieś koło południa, przy sklepie z butami, tam na rogu. Gdy jak zawsze, jak co dzień, szedłem sobie moją ulicą...Wyłowiłem oczy anioła tak inne od innych zgoła...
http://www.youtube.com/watch?v=8jRzm3dJ-_c Massive Attack - What Your Soul Sings