Bo to radość wyrażona słowem piękności niecodziennej zaiste. Gdy noc znowuż chowa dzień do kieszeni, ale chłodu nie ma, jest jeno ciepło kominkowego ognia pełne zamaszystych wspomnień dawnych sukcesów, spełnionych marzeń. I ponad to wszystko wyrastają te twarze, w uśmiechu pożarze. Gdy świat był bardziej oczywisty a niebo bardziej błękitne. I jeszcze te zachody słońca, które majestatycznie chowało się za horyzontem wzbudzając to nieopisane uczucie w mojej Duszy. Gdy siedziałem na brzegu stalowej rzeki, która na ten jeden moment dnia stawała się tak pełna wody, prawdziwej wody... I cichły pytania nużące, o przyszłość, o to kim jestem, kim mogłem być... Oczy goniły lot jaskółek, spoczywały na moście, krwiobiegu miasta. Światła wdzierały się we mnie pustosząc tok myślenia swym zapierającym dech w piersiach tańcem. Kakofonia dźwięków, szalony misz masz zapachów, organiczość zmieszana z techniką. I zielona trawa skryta już w lekkim półmroku, pnie drzew rzucające długie cienie, tym dłuższe im dzień starszy...Zaskakujące, jakiż to był smutek wtedy patrzeć na to samotnie, jakaż to radość teraz, przywoływać to jeszcze raz...Niezmierzoną jest zagadka ludzkiej natury...I wtedy, ja...ja wierzyłem, wiarą zakorzenioną, zrośniętą z kręgosłupem, ze wszystkim co we mnie było... Na drugim brzegu samotny biegacz zostawiał ślady na piasku jak każdy z Nas w Naszych życiach. Nieważne, nieistotne ślady, zacierane zaraz następnego poranka, ginące pośród innych jakże podobnych...Rzekniesz - to smutne, odpowiem - prawdziwe... W tej niemożliwej do określenia materii, jaką jest ludzkie życie, to jest piękne,to jest prawdziwe, te ślady wlaśnie, mgnienia ludzkich odczuć, stany ludzkiego ducha...
W pewnym sensie smutna jakaś ta moja kominkowa radość, jednak tu zaprzeczę, niejako sam sobie, to nie radość smutna, to radość doświadczona, dojrzała, więdząca że nic nie jest czarne bądź białe. Ale nie szara! Czasem tylko lekko przytłumiona, wbita w chodniki jak spojrzenia przechodniów...I cicha, stonowana... Niekiedy niezrozumiała, pełna niuansów...pełna seansów, kinematografii. Bierzemy udział w najbardziej groteskowym komediodramacie jaki można było sobie kiedykolwiek wyobrazić. Sam udział w tym dziele, w tym wielkim, wiekopomnym dziele, jest dla mnie czymś tyleż niezrozumiałym i absurdalnym, co pięknym, po prostu pięknym...Wtedy, nad stalową rzeką, ja to czułem... Dziś...dziś to zrozumiałem. Życie to film, zdecydowanie najlepszy jaki kiedykolwiek powstał. I kocham ten film, kocham stalową wodę mej rzeki. Miłuję każdy oddech jakby miał być ostatnim oddechem całego świata...Czy już wiesz skąd ta moja pozornie smutnawa radość? To paradoksalne umiłowanie szalonej groteski określonej mianem...Życia?
http://www.youtube.com/watch?v=fAcT1bkEVoc&feature=fvwrel Envio - Touched By The Sun