Złudzenia...Ja to lubię. Te kłamstwa, ciche. Niemal nie wyszeptane, niemal nie wypowiedziane. Gdy nagle jestem w zadymionym pomieszczeniu pełnym luster i mętnych świateł. A świat nie jest już tak idealny, nie jest taki cholernie olśniewający normalnością, wyjaśnieniem. Nieoczywistości łaszą się pod nogami, wymownie patrzą na moje rozmyte oblicze. Choćbym chciał, nie spytam się, bo tu nawet pytania nie da się skonstruować w żaden możliwy, logiczny sposób, nie...Chyba śnię...może nie...To i tak nieistotne. Nieważne. Liczy się tylko tu i teraz...gdziekolwiek...kiedykolwiek by to nie było. Nieskończenie długa chwila, spalony pamiętnik emocji. Fatamorgana prawdziwsza od tego całego, codziennego gówna sączacego się z ekranów czy monitorów... Gdy widzę Muzykę, gdy trzymam na dłoni światło jak motyla...To jest jak galaktyka w oczach, kurwa, ile tu gwiazd...Nic, tylko oślepnąć, dać się prowadzić za rękę kuszącej nicości...Mienię się całym spektrum kolorów, półprzeźroczysty, przeszywany meteorami. To takie dziwne uczucie mieć w ustach początek Wszechświata. Odbieram podprogowy, niewerbalny przekaz, tak zajebiście szlachetny, że aż nieludzki...Czegoś tak doskonałego nie mógł stworzyć człowiek ani tymbardziej Bóg...Nie jestem w stanie tego objąć...objąć myślami, zmysłami. Więc wtapiam się, zanurzam. W to kłamstwo, cudowne kłamstwo...W ten ocean samozaprzeczeń, chaotycznych tworzeń, nieuporządkowanych nieumień...Chciałbym powiedzieć, że już dość, że ja wysiadam, ale nie mogę, nie chcę. Zbyt wiele tu tych złudzeń, zbyt są rozgwieżdżone. Hipnotyzują i uwodzą zwiewnymi iluzjami. Śmieją się, ach, jak słodko się śmieją...Groteskowe paradoksy pełne paranoji i euforii, pełne nie-życia i nieistnienia. Urojone poematy wydrapane pazurami na ścianie, na ścianie gwiazd...W zadymionym pomieszczeniu, pełnym luster i mętnych świateł. Ponad światem, tuż obok ostatniego słowa, ale przed kropką kończącą zdanie. Ostatni krzyk liter tuż przed zamknięciem książki. Kiedy ironia po raz kolejny zgarnia całą pulę. A ja znowu zostaję sam, granatowiejąc nocnym, polarnym niebem z rzadka tylko rozświetlanym zorzami...Zamykam oczy, galaktyka odchodzi mile łechcąc błękitnym, neonowym wspomnieniem, warkoczami komet. Ja...uwielbiam to złudzenie, to... ponadludzkie światłowstąpienie...
http://www.youtube.com/watch?v=a7rQodEapqg Future Sound Of London - Yage